Witam. Oto przestrzeń, w której będę działać. Póki co jest tu troszkę pusto, ale nie szkodzi. Mam na imię Dorota. Jestem z Kalisza, ale większość czasu spędzam we Wrocławiu. Studiuję. Mam słabość do rzeczy dziwnych, niezwykłych, mało popularnych. Można powiedzieć, że ciągnie swój do swego. Nie bardzo wiem, czego chcę od życia. Nie mam pojęcia kim będę, gdzie będę i po co. Chyba każdy kiedyś był w tym miejscu, a niektórzy nadal są. Bez względu na wiek, pochodzenie, płeć, wszystko.
Z tego powodu, w mojej głowie pojawił się pomysł bloga. Czułam potrzebę działania. Bez presji, tak po prostu. Deadline to tylko niepotrzebny stres, ale czasami (a powiedziałabym nawet, że najczęściej) trzeba go przestrzegać. Tutaj nic nie muszę. Tutaj tylko mogę. Pierwszą myślą było skupienie się tylko i wyłącznie na wywiadach, bo lubię słuchać ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia. Zrezygnowałam z tego. Dlaczego miałabym się sama ograniczać, skoro mam taką dużą przestrzeń do wyrażania siebie? Internet przyjmie wszystko, a ja mu to wszystko pragnę dać. Oczywiście w granicach rozsądku. Nadal chcę rozmawiać z ludźmi, ale to nie jest jedyne co mam do zaoferowania. Całe życie towarzyszy mi muzyka. Niestety los nie obdarzył mnie jakimś większym talentem w tej dziedzinie (czy w jakiejkolwiek innej, ale to nie czas na dłuższe rozważania na ten temat). Potrafię jednak jej słuchać, a to wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Czasami trzeba otworzyć się na nowy gatunek, nowy język czy nowe instrumenty. Tylu artystów nie zdobyło jeszcze sławy. Część nie zdobędzie jej nigdy. Inni nie będą mieli takiej popularności na jaką zasługują. Chciałabym móc to zmienić. Najprawdopodobniej mi się nie uda, ale liczą się dobre chęci, prawda?
Poza tym darzę uczuciem sport. Nie mogę napisać, że go kocham. Nie mogę napisać, że nienawidzę. Nie mogę nic napisać, bo aktualnie nie wiem do końca co to za uczucie. Przechodzimy tak zwane "ciche dni", ale nie wykluczam, że to się wkrótce zmieni. Specjalne miejsce w moim sercu zajmują piłka ręczna i siatkówka, przede wszystkim w wydaniu męskim. Od najmłodszych lat spędzałam wiele czasu z moim tatą oglądając przeróżne zawody w telewizji, bo możliwość uczestniczenia w nich osobiście była mocno ograniczona. W szczypiorniaku zakochałam się, gdy postanowiłam pójść z w/w tatą na mecz I ligi mężczyzn, w której grał MKS Kalisz. Potem chodziłam już na każde spotkanie, na którym pojawić się mogłam. Przeprowadzka do Wrocławia nieco pokrzyżowała moje plany, zwłaszcza, że zbiegła się z awansem do Superligi.
Siatkówka przez większość życia towarzyszyła mi na szklanym ekranie. W dzieciństwie zdarzyło mi się być na meczach kaliskich siatkarek i to w latach ich świetności. Im starsza jednak byłam, tym drużynie gorzej szło, aż w końcu przestała istnieć. Zespół męski może i też był, ale nie w świadomości małej Dorotki. Drużyną, która liczyła się w mojej fascynacji wynikami siatkarskimi była Skra Bełchatów. Sama do końca nie wiem czemu. Prawdopodobnie chciałam kibicować najlepszym. Skład się zmieniał, ale ja nadal ich dopingowałam. I dopinguję dalej. Parę sezonów temu do mojej świadomości zaczęła się wkradać drużyna z Radomia. Kolejny raz bez wyraźniejszego powodu. Serce nie sługa?
Poznawanie nowych ludzi zawsze wydawało mi się niezręczne i krępujące. Pisanie pierwszego posta na bloga jest podobnym doświadczeniem. Nie wiesz ile możesz napisać, żeby nie odstraszyć ludzi. Nie wiesz na ile sobie pozwolić, jeśli chodzi o dzielenie się informacjami na temat własnego życia. Chce się być powierzchownym, ale bez przesady. Ja raczej mam problem w drugą stronę. Bycie gadułą bywa ciężkie, bo traci się tajemniczość. Czasami mówi się za dużo. W tym momencie postanawiam więc zamilknąć, aby nie zdradzić wszystkiego o sobie.
P.S. Nie jestem dobra w spełnianiu postanowień noworocznych, ale mam nadzieję, że to będzie pierwsze, które uda mi się zrealizować.
Siatkówka przez większość życia towarzyszyła mi na szklanym ekranie. W dzieciństwie zdarzyło mi się być na meczach kaliskich siatkarek i to w latach ich świetności. Im starsza jednak byłam, tym drużynie gorzej szło, aż w końcu przestała istnieć. Zespół męski może i też był, ale nie w świadomości małej Dorotki. Drużyną, która liczyła się w mojej fascynacji wynikami siatkarskimi była Skra Bełchatów. Sama do końca nie wiem czemu. Prawdopodobnie chciałam kibicować najlepszym. Skład się zmieniał, ale ja nadal ich dopingowałam. I dopinguję dalej. Parę sezonów temu do mojej świadomości zaczęła się wkradać drużyna z Radomia. Kolejny raz bez wyraźniejszego powodu. Serce nie sługa?
Poznawanie nowych ludzi zawsze wydawało mi się niezręczne i krępujące. Pisanie pierwszego posta na bloga jest podobnym doświadczeniem. Nie wiesz ile możesz napisać, żeby nie odstraszyć ludzi. Nie wiesz na ile sobie pozwolić, jeśli chodzi o dzielenie się informacjami na temat własnego życia. Chce się być powierzchownym, ale bez przesady. Ja raczej mam problem w drugą stronę. Bycie gadułą bywa ciężkie, bo traci się tajemniczość. Czasami mówi się za dużo. W tym momencie postanawiam więc zamilknąć, aby nie zdradzić wszystkiego o sobie.
P.S. Nie jestem dobra w spełnianiu postanowień noworocznych, ale mam nadzieję, że to będzie pierwsze, które uda mi się zrealizować.
Komentarze
Prześlij komentarz