Ludzkie życie składa się z decyzji. Są te łatwiejsze do podjęcia i te trudniejsze. Co zjeść na śniadanie? Kupić jeden makaron i zapłacić normalną cenę czy dwa i zaoszczędzić zawrotną sumę 50 groszy? Tutaj odpowiedzi są raczej jasne, bo nie niosą one ze sobą większego ryzyka. Problem pojawia się wraz z pytaniami typu: "Wyjść z domu? Jeśli tak, to z kim i gdzie?".
Mam tendencję do przesadnego analizowania wszystkich możliwych scenariuszy. Zaczynam się wtedy zastanawiać z kim jestem na tyle blisko, aby móc sobie pozwolić na odwiedzenie baru/klubu/pójście na mecz/cokolwiek i nie wzbudzać podejrzeń, że za wiele od nich wymagam lub darzę ich jakimś uczuciem. Chciałabym umieć tak po prostu, bez większych przemyśleń spotykać się z ludźmi, nie zastanawiać się przesadnie nad ich działaniami, które zazwyczaj są przypadkowe, a ja niepotrzebnie doszukuję się w nich celowości.
Skąd te przemyślenia? Trochę z ostatnio prowadzonych rozmów, ale nie tylko. Wreszcie postanowiłam, że to ten moment. Obejrzę coś innego niż pierwsza lepsza komedia romantyczna. Wybór padł na Black Mirror: Bandersnatch. Spora zmiana, prawda? Podejmowanie decyzji za bohatera jest bardzo ciekawą koncepcją, zwłaszcza, jeśli on sam jest świadomy siły wyższej, która nim kieruje. Dla większości ta wizja zapewne wydaje się przerażająca. Ja jednak trochę głównemu bohaterowi zazdroszczę. Czy życie nie byłoby prostsze, gdyby zabrać nam wolną wolę? Oczywiście nie uważam, że wszystkie decyzje, które podjęłam za Stefana były słuszne, ale opcje były tylko dwie i prowadzące jednoznacznie do jego upadku. Taki scenariusz. Gdyby jednak możliwości było więcej i mogły wpłynąć na życie pozytywnie? Chętnie poddałabym się takiemu eksperymentowi (jeśli miałabym gwarancję, że nie poleje się krew), bo niewiele jest rzeczy, które przychodzą mi z taką trudnością jak podjęcie decyzji znacznie wpływających na moją przyszłość zawodowo-towarzyską.
Najśmieszniejsze jest to, że zazwyczaj, jeśli już zdecydowałam się na coś, co wymagało ode mnie jakiejś odwagi, skutki były pozytywne. Ponoć człowiek uczy się na błędach. Co w takim razie, kiedy się tego błędu nie popełni? Nadal się boisz, mimo że nie powinieneś. Nadal stresujesz się, że coś może się nie udać. Nadal nie podejmujesz ryzyka. A może czasami warto? Nie mogę nikogo do tego zmusić, bo wyszłabym na ogromną hipokrytkę. Prosić mogę tylko o jedno - nie bądźcie swoimi wrogami. Pozwólcie sobie po prostu na wolność, bo blokowanie własnych decyzji to zaryglowanie drzwi, które prowadzą do świata pełnego możliwości.
Komentarze
Prześlij komentarz